"Bez żadnego hałasowania zeszłam na dół gdzie siedziała moja mama to co robiła bardzo mnie zdziwiło..."
-Mamo, ty płaczesz?-zapytałam i podbiegłam do niej.
-Co się stało?-zapytałam po raz drugi. Nie słysząc odpowiedzi przytuliłam się do niej.
-Ciocia nie żyje.-usłyszałam głos rodzicielki na co się odsunęłam.
-Ciocia Beata?
-Tak.-zaczęła jeszcze bardziej płakać.
-Ale jak to się stało?-czułam jak łzy spływały mi po policzkach.
-Miała wypadek samochodowy.-oznajmiła.
-To co teraz z Marceliną?-głos mi zadrżał.
-Będzie musiała się tutaj przeprowadzić.
Po chwili na dół zszedł Leo.
-Dzień dob...co się stało?-zapytał i podbiegł w moją stronę.
-Kim ty jesteś? Co ty tutaj robisz?-zapytała mama.
-To Leo, mój kolega. Nocował tutaj.
-Zostawcie mnie samą.-rozkazała rodzicielka. Nie czekając pociągnęłam bruneta do swojego pokoju.
-Ania, co się stało?-zapytał.
-Bo, moja ciocia miała wypadek i, i ona nie żyje.-na te słowa rozpłakałam się jeszcze bardziej.
-Nie płacz, wszystko będzie dobrze.-przytulił mnie.
-Ja teraz muszę iść do domu ale przyjdę później a ty połóż się spać, okey?-pokiwałam głową.
Paulina:
Rano.
Obudziłam się gdzieś przed 6 więc miałam jeszcze dużo czasu. Podeszłam do okna, otworzyłam je.
-Ahh ale dzisiaj ładna pogoda, tak, dzisiaj będzie mój dzień.-powiedziałam i uśmiechnęłam się sama do siebie. Spojrzałam na krzesło które było odsunięte od biurka a na nim co? Bluza Charlsa, przed oczami stanął mi obraz wszystkich wydarzeń z wczorajszego dnia. Przybliżyłam bluzę bliżej twarzy i poczułam wspaniały zapach perfum chłopaka. Czułam jak by był to tylko sen, piękny sen. Odłożyłam bluzę na swoje miejsce i podeszłam do szafy z której wyciągnęłam koszulkę w arbuzy i krótkie spodenki. Poszłam do łazienki, po wyszykowaniu zeszłam na dół.
-Hej młoda!!-odwróciłam się, hah mama i jej język.
-No cześć.-uśmiechnęłam się.
-Co ty taka szczęśliwa, co?
-Piękny dzień, prawda?
-Ahh prawda, dobra chodź na śniadanie bo zrobiłam naleśniki.
-Oki.
Po śniadaniu pożegnałam się z mamą i wyszłam z domu. Oczywiście nie mogło być tak pięknie bo po drodze spotkałam bardzo znanego nieznajomego.
-Cześć.-uśmiechnął się.
-Hej?-odpowiedziałam.
-Idziesz do szkoły?-zapytał.
-Nie twoja sprawa.-spojrzał na mnie, widocznie był zły.
-Dobra powiem jasno co mam zrobić żebyś dał mi spokój?
-Haha.-zaśmiał się.-Hymm, umówić się ze mną.
-Chyba żartujesz.
-Nie, nie żartuję.
-Ale ty nawet nie znasz mojego imienia a ja twojego.
-Kuba.-wyciągnął rękę.
-Paulina.-podałam mu swoją dłoń.
-To jak umówisz się ze mną?
-Nie... To znaczy dzisiaj nie mogę.
-Ale...-przerwałam mu.
-Muszę już iść, cześć.-pobiegłam w stronę szkoły. Boże co ja robię? Ale patrząc z drugiej strony to on nie jest taki zły ale Charlie...
Doszłam do szkoły, Anki jeszcze nie ma. Hym może jest chora? Oby nie.
Po lekcjach postanowiłam zdzwonić do Ani ale nie odbiera. Dobra to dzwonię do Leo bo przecież muszę się dowiedzieć czemu jej nie było.
-Cześć.-powiedziałam.
-No hej.
-Leo, wiesz może czemu Ani nie było w szkolę? Bo nie odbiera ode mnie telefonu.
-Ehh bo jej ciocia miała wypadek i nie żyje.
-O jeju, ty jesteś u niej?
-Nie, będę za pół godziny.
-Okey, to ja do niej pójdę, pa.
-Cześć.-rozłączyłam się.
Po chwili byłam już pod domem Ani. Zapukałam do drzwi, otworzyła mi jej mama, nie była wcale taka smutna.
-Dzień dobry, jest Ania?
-Tak, jest, wejdź.-posłuchałam rozkazu i od razu poszłam do pokoju Anki.
-Hej miśka.-weszłam do środka.
-Cześć, ty już pewnie wiesz, tak?
-Tak, wiem, Leo mi powiedział.
-Ania nie martw się, będzie dobrze.-przytuliłam ją.
-Dziękuję, zawsze jesteś przy mnie gdy Cię potrzebuję.
-Przyjaciółki na zawsze?
-Na zawsze.
-Co się stało?-zapytałam po raz drugi. Nie słysząc odpowiedzi przytuliłam się do niej.
-Ciocia nie żyje.-usłyszałam głos rodzicielki na co się odsunęłam.
-Ciocia Beata?
-Tak.-zaczęła jeszcze bardziej płakać.
-Ale jak to się stało?-czułam jak łzy spływały mi po policzkach.
-Miała wypadek samochodowy.-oznajmiła.
-To co teraz z Marceliną?-głos mi zadrżał.
-Będzie musiała się tutaj przeprowadzić.
Po chwili na dół zszedł Leo.
-Dzień dob...co się stało?-zapytał i podbiegł w moją stronę.
-Kim ty jesteś? Co ty tutaj robisz?-zapytała mama.
-To Leo, mój kolega. Nocował tutaj.
-Zostawcie mnie samą.-rozkazała rodzicielka. Nie czekając pociągnęłam bruneta do swojego pokoju.
-Ania, co się stało?-zapytał.
-Bo, moja ciocia miała wypadek i, i ona nie żyje.-na te słowa rozpłakałam się jeszcze bardziej.
-Nie płacz, wszystko będzie dobrze.-przytulił mnie.
-Ja teraz muszę iść do domu ale przyjdę później a ty połóż się spać, okey?-pokiwałam głową.
Paulina:
Rano.
Obudziłam się gdzieś przed 6 więc miałam jeszcze dużo czasu. Podeszłam do okna, otworzyłam je.
-Ahh ale dzisiaj ładna pogoda, tak, dzisiaj będzie mój dzień.-powiedziałam i uśmiechnęłam się sama do siebie. Spojrzałam na krzesło które było odsunięte od biurka a na nim co? Bluza Charlsa, przed oczami stanął mi obraz wszystkich wydarzeń z wczorajszego dnia. Przybliżyłam bluzę bliżej twarzy i poczułam wspaniały zapach perfum chłopaka. Czułam jak by był to tylko sen, piękny sen. Odłożyłam bluzę na swoje miejsce i podeszłam do szafy z której wyciągnęłam koszulkę w arbuzy i krótkie spodenki. Poszłam do łazienki, po wyszykowaniu zeszłam na dół.
-Hej młoda!!-odwróciłam się, hah mama i jej język.
-No cześć.-uśmiechnęłam się.
-Co ty taka szczęśliwa, co?
-Piękny dzień, prawda?
-Ahh prawda, dobra chodź na śniadanie bo zrobiłam naleśniki.
-Oki.
Po śniadaniu pożegnałam się z mamą i wyszłam z domu. Oczywiście nie mogło być tak pięknie bo po drodze spotkałam bardzo znanego nieznajomego.
-Cześć.-uśmiechnął się.
-Hej?-odpowiedziałam.
-Idziesz do szkoły?-zapytał.
-Nie twoja sprawa.-spojrzał na mnie, widocznie był zły.
-Dobra powiem jasno co mam zrobić żebyś dał mi spokój?
-Haha.-zaśmiał się.-Hymm, umówić się ze mną.
-Chyba żartujesz.
-Nie, nie żartuję.
-Ale ty nawet nie znasz mojego imienia a ja twojego.
-Kuba.-wyciągnął rękę.
-Paulina.-podałam mu swoją dłoń.
-To jak umówisz się ze mną?
-Nie... To znaczy dzisiaj nie mogę.
-Ale...-przerwałam mu.
-Muszę już iść, cześć.-pobiegłam w stronę szkoły. Boże co ja robię? Ale patrząc z drugiej strony to on nie jest taki zły ale Charlie...
Doszłam do szkoły, Anki jeszcze nie ma. Hym może jest chora? Oby nie.
Po lekcjach postanowiłam zdzwonić do Ani ale nie odbiera. Dobra to dzwonię do Leo bo przecież muszę się dowiedzieć czemu jej nie było.
-Cześć.-powiedziałam.
-No hej.
-Leo, wiesz może czemu Ani nie było w szkolę? Bo nie odbiera ode mnie telefonu.
-Ehh bo jej ciocia miała wypadek i nie żyje.
-O jeju, ty jesteś u niej?
-Nie, będę za pół godziny.
-Okey, to ja do niej pójdę, pa.
-Cześć.-rozłączyłam się.
Po chwili byłam już pod domem Ani. Zapukałam do drzwi, otworzyła mi jej mama, nie była wcale taka smutna.
-Dzień dobry, jest Ania?
-Tak, jest, wejdź.-posłuchałam rozkazu i od razu poszłam do pokoju Anki.
-Hej miśka.-weszłam do środka.
-Cześć, ty już pewnie wiesz, tak?
-Tak, wiem, Leo mi powiedział.
-Ania nie martw się, będzie dobrze.-przytuliłam ją.
-Dziękuję, zawsze jesteś przy mnie gdy Cię potrzebuję.
-Przyjaciółki na zawsze?
-Na zawsze.
Parę minut później przyszedł Leo.
-Hej.-podbiegł do Ani.-Już lepiej?
-Tak, o wiele lepiej. Jedyne co mnie pociesza to to że moja kuzynka się tutaj przeprowadza.
-O to jednak są plusy i minusy wypa...
-Leo.-popatrzyłam na niego.
-Dobra to ja już pójdę.-powiedziałam.
-Odprowadzę Cię.-zaproponowała Anka.
Chwile później byłam już u siebie w domu. Spojrzałam na telefon a tam co? 8 nieodebranych połączeń od Charliego.
-Kurwa, pewnie się obraził.-powiedziałam sama do siebie. Dobra dzwonię do niego.
-Hej Charlie.
-No cześć, czemu nie odbierałaś?-zapytał.
-Byłam u Ani i nie usłyszałam dzwonienia.
-Yhym, okey to może spotkamy się dzisiaj?
-Jasne, to może u mnie?
-Ok, to za 20 minut?
-Yhy, cześć.-rozłączyłam się. Podeszłam do krzesła gdzie rano zostawiłam bluzę chłopaka, jednym ruchem założyłam ją na siebie i usiadłam na łóżku. Po 15 minutach blondyn był już u mnie.
-Hej.-pocałował mnie w policzek.
-No cześć.
-Fajna bluza.-uśmiechnął się.
-Hah no wiem.-odwzajemniłam, usiedliśmy na łóżku.
-To co robimy?-zapytał.
-Co tylko chcesz.
-Co tylko chcę?
-Hah, tak, tylko szybko decyduj.
-Dobra to włączamy jakąś fajną muzykę.-podszedł do laptopa i właczył Stay Young.
-Hej.-podbiegł do Ani.-Już lepiej?
-Tak, o wiele lepiej. Jedyne co mnie pociesza to to że moja kuzynka się tutaj przeprowadza.
-O to jednak są plusy i minusy wypa...
-Leo.-popatrzyłam na niego.
-Dobra to ja już pójdę.-powiedziałam.
-Odprowadzę Cię.-zaproponowała Anka.
Chwile później byłam już u siebie w domu. Spojrzałam na telefon a tam co? 8 nieodebranych połączeń od Charliego.
-Kurwa, pewnie się obraził.-powiedziałam sama do siebie. Dobra dzwonię do niego.
-Hej Charlie.
-No cześć, czemu nie odbierałaś?-zapytał.
-Byłam u Ani i nie usłyszałam dzwonienia.
-Yhym, okey to może spotkamy się dzisiaj?
-Jasne, to może u mnie?
-Ok, to za 20 minut?
-Yhy, cześć.-rozłączyłam się. Podeszłam do krzesła gdzie rano zostawiłam bluzę chłopaka, jednym ruchem założyłam ją na siebie i usiadłam na łóżku. Po 15 minutach blondyn był już u mnie.
-Hej.-pocałował mnie w policzek.
-No cześć.
-Fajna bluza.-uśmiechnął się.
-Hah no wiem.-odwzajemniłam, usiedliśmy na łóżku.
-To co robimy?-zapytał.
-Co tylko chcesz.
-Co tylko chcę?
-Hah, tak, tylko szybko decyduj.
-Dobra to włączamy jakąś fajną muzykę.-podszedł do laptopa i właczył Stay Young.
-Masz rację naprawdę fajna haha.-zaczełam się śmiać.
-Bo moja co nie? Haha.
-Skromny ty.
Ania:
Zostałam sama z Leo, próbował mnie rozśmieszać hym nawet mu wyszło.
-Zrobiło się już późno to ja już pójdę.-skierował się w stronę wyjścia.
-Poczekaj!-krzyknęłam i pobiegłam do niego. Przybliżyłam się i pocałowałam w usta.
********************************************************************
Czwarty rozdział :) przepraszam że tak późno ale musiałam poprawić kilka ocen bo to ostatni czas na poprawę. Mam nadzieję że was zaskoczyłam hihi zapraszam do komentowania ♥ ♥ ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz